WRITING FOR MYSELF
Kategorie: Wszystkie | HAIKU | PEARL
RSS
poniedziałek, 11 lutego 2013
pawmagdalena@gmail.com You have a new private message.
Private Message
18:19, zonaaraba
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 sierpnia 2010
6 rano- budzik wyje upierdliwie
pierwszy swiadomy wdech
szare swiatlo, ktore wpada przez polprzytomne oko
szum kropel na parapecie
zyje
znow przysnelam
za ta jedyna w swoim rodzaju ulge
za stopy, ktore lekko poniosly mnie w wyznaczonym kierunku
za dlonie, ktore sprawnie wykonaly powierzone im zadanie, za brak bolu
za rowne serca bicie w leniwy rytm poranka, za chwile
za ostatnia lyzke kawy w sloiku
patrze na czas, przyspieszam
zaraz zgine w tlumie szarych, zmeczonych twarzy ale jeszcze przez moment jestem wdzieczna 
15:04, zonaaraba
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 sierpnia 2010

Jeśli chodzi o zapachy to jest ona zdecydowanie nienormalna, no bo jakże można by było nazwać to po innemu, jeżeli komfort psychiczny daje jej wąchanie psich łap, a dokładnie tych czarnych poduszek od spodu, a krzywi się ona na wspomnienie Polo Black Ralph Lauren?

Tagi: ona
22:31, zonaaraba
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 maja 2010

There will be no more sunrises, no minutes, hours or days. All the things you collected, whether treasured or forgotten, will pass to someone else. Your wealth, fame and temporal power will shrivel to irrelevance. It will not matter what you owned or what you were owed. 
Your grudges, resentments, frustrations, and jealousies will finally disappear. So, too, your hopes, ambitions, plans, and to-do lists will expire.

The wins and losses that once seemed so important will fade away. It won't matter where you came from, or on what side of the tracks you lived, at the end. It won't matter whether you were beautiful or brilliant.Even your gender and skin color will be irrelevant.

So what willmatter? How will the value of your days be measured?

What will matter is not what you bought, but what you built; not what you got, but what you gave. What will matter is not your success, but your significance. What will matter is not what you learned, but what you taught. What will matter is every act of integrity, compassion, courage or sacrifice that enriched, empowered or encouraged others to emulate your example.

What will matter is not your competence, but your character.

What will matter is not how many people you knew, but how many will feel a lasting loss when you're gone.

What will matter are not your memories, but the memories that live in those who loved you.

What will matter is how long you will be remembered, by whom and for what.

Living a life that matters doesn't happen by accident. It's not a matter of circumstance but of choice.

Choose to live a life that matters.

"We make a living by what we get; we make a life by what we give".

?2003 Michael Josephson

To jest pierwszy tekst, który przeczytałam w dzień mojego rozwodu. Niech tu jest, za karę, i niech mi przypomina o tym, że słuchałam takich ludzi, jak ty czy ona i pozwoliłam wam mieć wpływ na moje życie.


14:17, zonaaraba
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 maja 2010
wykukał ją jak kręciła baty, spodobała mu się jej duża sylwetka i białe włosy i to, jak patrzyła- spokojnie, powoli, ale reagowała dziko, cała sobą - prawdziwa klacz- uparta, troskliwa i głupia. On, wariat, dla sportu lubił łamać święte dla niego zasady i miał potencjał, gówno z nim robił, ale miał.
A więc sparowali się oni, zacisnęli splecione paluchy i już nikt nie mógł im naskoczyć.
Gdyby tylko ona wiedziała kim jest, a nie naśladowała wszystkich i zazdrościła szalenie, i gdyby wiedziała ona czego chce, a nie, że ma być wszystko i to tu i teraz, nie mieliby problemu, a ta historia już dawno straciłaby rację bytu, i czytelnik zasnął by z nudów, a tak serial brazylijski trwa, i jest jak Algierczyk uparty, którego w żaden sposób spławić się nie da, a częściej to się nawet już nie chce.
Trzeba by ją wysłać do psychologa- myśli autorka- a może nawet do psychiatry, tylko, czy oni uleczą głupotę?
18:24, zonaaraba
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 maja 2010

Between the simple life on this planet and ideas of the preachers and devoted human beings to one Truth, there is a crack, an empty space. I drop my mind into the gap.

Now I am digging under that train, I have only few seconds left before the unstoppable machine smash me, and I will be gone.

Love it.

13:45, zonaaraba
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 września 2009
Sava?
Sava.

A więc, chciałabym być szczęśliwa.
Everybody want to be happy, Magda, be more specific.
Chciałabym tańczyć i podróżować, mieć just enought of everything i się rozwijać, i znaleźć bez, co pachniałby nie tylko w maju.
What is stopping you?
Wszystko.
For the God's sake, be specific woman!
Strach, religia, mąż, rodzina, instynkt, czas. Żeby żyć tak, jak JA chcę, musiałabym wszystko porzucić.
Strach
Mówią, że dunya- życie, świat ten cały- to jedynie miraż, złuda, iluzja. Porzucić bezpieczny port dla pogoni za marzeniami?
Wolałabym huragan, co zniszczyłby wszystko i wtedy lekka mogłabym ruszyć w przygodę, a tak, byłoby mi żal.
Religia
Pochodzę z rodziny katolickiej, w wieku lat 15 porzuciłam KK na rzecz praktyki Diamentowej Drogi, którą szlajałam się ok. 5 lat; w trakcie studiów podjęłam się Comperative Religion studies i mocno uwierzyłam w wyższość Islamu nad innymi religiami.
Wierzę w to, że każda z wcześniejszych religii, początkowo była Islamem i to on jest konarem, tym wspólnym mianownikiem dla wszystkich mniej lub bardziej prostych dróg.
Równocześnie śmiem twierdzić, że obecny Islam, ten dzisiejszy, nie jest religią idealną i dla każdego.
Religia to jedynie środek, oślepia kogo chce i prowadzi kogo chce, jak z mamoną. Za pieniądze możesz kupić mąkę na chleb lub nóż, aby zabić sąsiada; nie wszyscy mogą być bogaci, i wbrew pozorom nie wszyscy chcą.
I tylko cały w tym ambaras, że ja nie jestem religijną osobą. Przytłaczają mnie te wszystkie hijaby, ograniczenia w interakcji z przeciwną płcią, śmiertelna powaga. Teoretycznie- rozumiem, w praktyce- szkoda gadać.
Mąż, rodzina i społeczność w której żyjemy
Jako żona pobożnego muzułmanina Araba, który wzbudza szacunek wśród swoich pobratymców, nie mam wyboru- zapomnieć muszę o tańcach w białej sukience z kwiatami we włosach podczas majowej burzy.
Why?
Bo nie można mieć wszystkiego.
Why?
Powiedzmy, że nie boję się Boga i rzucam w kąt wszelkie ograniczające mnie konwenanse i zaczynam robić dokładnie to, co chcę (w granicach zdrowego rozsądku osoby wychowanej przez liberalnych rodziców, w Polsce, czyli np. po pracy idę ze znajomymi na piwo do pubu).
Samego męża i jego złość bym przeżyła, albo by przeszedł nad moim zachowaniem do porządku dziennego, albo powiedział baj i tyle bym go widziała. Egzystujemy jednak wśród kręgu ludzi, którzy może mi w oczy nie odważyli się powiedzieć słowa, za to właśnie małżonek oberwałby po uszach. Oj, mocno oberwałby po uszach. No, a ja go kooChaAam :*
Instynkt
Chcę mieć dom z gromadką pulchnych bobasów, a instynkt mój mi powtarza, że znalazłam świetny genotyp; no i czas mi ucieka, ciśnieniuję się.
Czuję, że stoję w rozkroku, prawa noga stoi na lądzie Stabilizacja, lewa na Przygodzie, a poniżej pewnie jest gorące piekło, albo nie ma tam nic. Co roku lądy me dwa oddalają się od siebie, coraz ciężej utrzymać równowagę, coraz bardziej się boję. To to samo, jak z tym osiołkiem, co mu w żłoby dano, w jednym żyto, w drugim siano, a on nie wiedząc na co się zdecydować z głodu padł.
O co ci ogóle chodzi? Spadaj stąd dziadu!

 

czyli tak na prawdę nie zmieniło się nic
właśnie odnalazłam blog, który założyłam w zeszłym roku w październiku na WordPressie
A TAM wpis, którym podsumowałam końcówkę wakacji oraz ogólne cele, które chciałabym osiągnąć w roku 2008/2009
Niestety, żadnego z celów nie zrealizowałam i równie dobrze mogłabym ten wpis napisać dzisiaj lub zrobić copy/ paste-ot, minął mi rok świra
Pan Tse powiedział kiedyś, żeby się nie przejmować, bo natura się nie spieszy, a i tak zdąża na czas, no, tylko, że ja się cofnęłam
poniedziałek, 21 września 2009
Pisanie nie przychodzi mi łatwo, jenak lubię pisać, a i czuję wewnętrzny przymus, by to robić, przymus wyrażenia siebie, przymus zrozumienia priorytetów, przymus zostania w kontakcie z ojczystym językiem, przymus usestymatyzowania i refleksji nad tym czego się nauczyłam i co mnie zainspirowało, przymus pozostawienia po sobie śladu.
Lubię się użalać nad sobą. Yeah, ale nie o to mi w tym wpisie chodziło.
Dzięki artykułowi ze strony the Happines Project, w którym twórczyni wypunktowała 5 błędów, które popełnia w swoim małżeństwie, zrozumiałam, że jakość relacji między mną a moim mężem w bardzo dużej mierze zależy ode mnie (eureka!). Moja lista tylko odrobinę różni się od autorki:
Pierwszą i główną trudnością do pokonania jest maruderstwo- zabierz te skarpety z przedpokoju, posprzątaj łazienkę, pozbieraj papiery- te upierdliwe jak komary komendy wydobywające się z mojej kształtnej klatki, rozrywają na strzępy nasze więzi, a przy tym, do jasnej cholery, nie działają! Niestety nie znam lepszych sposobów na komunikację, a metoda just shut up słabo w połączeniu z moim charakterem funkcjonuje.
Kolejny ambaras czyli czucie się nie docenianą, szczególnie za rzeczy, które robię specjalnie dla niego lub za niego- daleko mojemu współmałżonkowi do wręczania mi medali (a jeszcze lepiej diamentowych pierścionków lub kolczyków) za to, że: gotuję, sprzątam, piorę, i ogólnie organizuję nasz dom w ponad 50%.
Dlatego na przykład dzisiaj pozmywałam te głupie naczynia, zrobiłam to w 100% dla siebie i siedzę teraz w kuchni i się zachwycam, jak wspaniale sobie z tą górą talerzy poradziłam :D
Inną rzeczą nad którą muszę popracować jest moja postawa- a dokładnie przeogromna niechęć do bycia pouczanym. O raju, jak ja tego nienawidzę! A, a, a- arogancja. Niestety pokory w pewnym momencie trzeba nabrać, szczególnie żyjąc wśród Arabów, których totalnie nie interesuje, czy ty chcesz usłyszeć ich dobre rady, czy nie (bo na przykład dotyczą one tego, jak powinieneś robić kupę).
Następnym problemem jest tzw. score keeping czyli wieczne wyliczanie, kto zrobił co i kiedy, i chęć utrzymania utopijnego statusu 50/50. Bardzo często też zapominam lub ogólnie nie dostrzegam tego, co zdziałał mój małżonek, zdecydowanie zawyżając moje bohaterskie poświęcenia na arenie domostwa czy finansów.
Myślę, że takich perełek mogłabym nakolekcjonować jeszcze sporo- taki charakter: zakompleksiony, bardzo uparty, z genem nieszczęśliwości- trzeba nad nim popracować.
Najważniejsze jednak jest by całować, przytulać i dotykać jak najwięcej, a całą resztę wziąć na luzie, w końcu wszystko samo się jakoś rozwiąże.
niedziela, 20 września 2009
Marudę najlepiej odstrzelić.
Jutro jest Eid, koniec postu, można jeść, kochać się, oglądać za ciachami, obgadywać, ściemniać, generalnie normalnie egzystować! Hurra!
Pierwszą rzeczą z rana, którą mam zamiar zrobić, nawet jeszcze przed umyciem zębów, będzie wypicie przepysznego cappuccino, potem zrobię mega mocny makijaż, ubiorę się w hiszpańską spódnicę, będę opowiadać dowcipy z internetu, rozdawać kwiaty i tańcować, napcham dzieci taką ilością cukierków i czekolady, że się przez tydzień nie wypróżnią.
Cieszyć mnie będzie nieustanne trajkotanie arabskiej nastolatki i wygibasy mojej ukochanej Ilham, będą filmy 3d, historie o duchach, wesołe miasteczko, a wieczorem koncert.
Świętujemy, świętujemy!
01:25, zonaaraba , PEARL
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 września 2009

Jeśli mogłabym przeżyć swoje życie jeszcze raz, to wyszłaby z tego taka sama kupa, jak na dzień dzisiejszy.

Bo dzień dzisiejszy przespałam, tak jak i kilka innych wcześniej. Moje życie płynie sobie, jest, jakby poza mną, nie mam na niego wpływu; jem, śpię, o niczym nie decyduje, zapomniałam o swoich marzeniach. Boję się konsekwencii, oraz wpływu na innych ludzi, paraliżuje mnie to.

Czytam siebie z przeszłości i to, co z tych różnych tekstów wynika, śmieszy mnie. Nie napiszę niczego otwarcie, zmusiłoby mnie to do działania, a ja nie wiem co robić, za głupia zwyczajnie jestem by coś konstruktywnego wycisnąć z tej blond czachy. To tyle na pozytywny początek.

Bawić się w blogowanie mam ochotę od czasu, gdy odkryłam blogi- czyli już ponad 5 lat, ile ja w tym czasie stron pootwierałam- Bóg jeden wie, nie bede starała się ich zliczyć, do tej pory jednak nie miałam jednego konkretnego pomysłu na żadnego z tych blogów. Umierały więc one szybko w zapomnieniu. Ty też umrzesz.

Na dzień dzisiejszy nie robię nic, poza maksymalnym minimum, które pozwala mi w miarę zdrowych warunkach wegetować. Nawet snów nie miewam.

Kiedyś to ja zwisać głową w dół uwielbiałam, przez co mam pełno blizn na twarzy, nie raz na tą mordę spadłam. I pułapki na robale z papki z czerwonych kuleczek nagminnie robiłam. Dużo czytałam. Odkrywałam niebezpieczne piwnice i leśne stworzenia- sama, sromotnie samotnie. Do obcych ludzi na obiadki się wpraszałam i opowiadałam im makabryczne historie z życia prywatnego moich rodziców. Z domu uciekałam.

A dzisiaj nawet nie śnię, nic mi nie wypada, nawet wyć mi wieczorami z kundlami nie można, bo raz w Londynie kundlów brak, a dwa to takie nie kobiece.

 

Tu miał być tekst powiązany merytorycznie z pewną wypowiedzią Abrahama Lincolna, ale stwierdziłam, że to bobek był, z mężem moim pewnie by się dogadał i kazał trzymać mnie krócej, bo jak trochę wolności zażyję to mi odrazu odbija, i potem tygodniami muszę na dnie podskakiwać, a że gruba jestem to słabo mi wychodzi, i kolana bolą, i biodra też.

 

Ale co zrobić? W meczecie, w kobiecej części na ten przykład mają dywan we wzorki, które przypominają mi waginę. I z kim ja o tym mogłabym pogadać? I jak tu się modlić? Gdzie czoło lepiej pasuje- w pochwie, na łechtaczce, czy w odbycie?

Brak prawdy, jaka by ona nie była, sprawia, że żyjesz nieszczęśliwym życiem, pogłębiasz jedynie swoje pomieszane, nie dostrzegasz rzeczywistości, masz ciężkie, rozdarte serce.

If I had my life to live over, I'd dare to make more mistakes next time. I'd relax; I'd limber up. I would be sillier than I have been this trip. I would take fewer things seriously. I would take more chances. I would climb more mountains and swim more rivers. I would eat more ice cream and less beans. I would perhaps have more actual troubles, but I'd have fewer imaginary ones.

You see, I'm one of those people who lived sensibly and sanely hour after hour, day after day. Oh, I had my moments, and if I had to do it over again, I'd have more of them. In fact, I'd try to have nothing else. Just moments, one after the other, instead of living so many years ahead of each day. I've been one of those persons who never goes anywhere without a thermometer, a hot water bottle, a raincoat, and a parachute. If I had it to do over again, I would travel lighter than I have.

If I had my life to live over again, I would start barefoot earlier in the spring and stay that way later in the fall. I would go to more dance; I would ride more merry-go-rounds. I would pick more daisies.

 

Tagi: refleksje
23:13, zonaaraba , PEARL
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 lipca 2009

Pacjent, starszy pan po wylewie do mózgu, przyjechal na oddzial w srode, ale ja go dzisiaj spotkalam pierwszy raz. Podchodze do niego, siedzi na wozku inwalidzkim, przedstawiam sie, on odpowiada, ale bardzo nie wyraznie. Sprawdzam funkcjonowanie miesni reki, slabo, ale impulsy od mozgu ida, to najwazniejsze. Egzaminuje noge- swietnie, troche niestabilna w kolanie ale poza tym wszystkie miesnie dzialaja. Pytam czy mial okazje cwiczyc w staniu, on ze niby tak, ale nie, jeszcze niewyrazniej cos mamrocze. A co mi tam- stawiam delikfenta przed barierka i na raz, dwa, trzy wstajemy, jedna reka prostuje sparalizowane kolano, druga ustawiam w odpowiedniej pozycji biodra, glowa stabilizuje wiotkie ramie- stoi.

Zaczynamy tanczyc, pacjent przemieszcza srodek ciezkosci z jednej nogi na druga, wlanczamy posladki. Zdrowa stopa pacjent wybija takt jak w rytm muzyki, uaktywnia sie czworoglowy uda, potem jedynie mini przysiady- facet stoi sam. Na koniec kaze mu machac zdrowa reka, coby i miesnie brzucha i rownowaga wskoczyly na miejsce. Acha, jeszcze na 15 minut rowerek. No musze spadac, czas do domu, ale pacjent zmeczony, prosi abym pomogla mu wrocic do lozka. Prosze bardzo, zalatwiam banonowa deske i w 30 sekund pacjent wslizguje sie spowrotem do wyrka. Na ten akt zjawia sie pielegniarka i mnie laskawie informuje, ze wczorejsza terapeutka kazala pacjenta jedynie specjalnym ciagnikiem transpotowac, bo on nie jest w stanie uzywac sparalizowanych konczyn.

Ha, i co ja mam teraz im napisac na poniedzialkowy raport? Wyjdzie jak cholera, ze a) nie czytam sprawozdan b) moja przelozona- wczorajsza terapeutka- gówno wie.

poniedziałek, 29 czerwca 2009
...
Jeden z pacjentów halucynował, że w łóżku po Włoszech podróżuje, to mu mówię:
"Uwaga! łapię łóżko i ściągam powrotem na oddział!"
"Ale mnie tam nie chcą wpuścić!"
" Ja panu tajemne wejście pokażę i jak następnym razem ta głupia pielęgniarka nie otworzy panu drzwi, to tędy pan się wślizgnie!"
System działa, a ja jak zwykle się wkopałam...
Tagi: pacjent praca
13:42, zonaaraba , PEARL
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 czerwca 2009

wbiegając wczoraj do metro chwyciłam gazetę, która znudzony czytelnik porzucił na pastwę losu

na pierwszej stronie historia straumatyzowanych gejów, których kosciol katolicki ostatnimi czasy poddawał częstym egzorcyzmom, kolejnych historii juz nie pamiętam,
podróżując dalej i poddając się masowej interakcji z przedstawicielami homo-sapiens, którzy czytali ta sama gazetę, zadziwił mnie fakt, ze podczas, gdy ja miałam zabawy KK na pierwszej stronie, inni ludzie mieli zdjecia przystojniaki, Michaela J. niejakiego piosenkarza
az sprawdziłam date kilka razy, a ze się zgadzała to wywnioskowałam, ze CIA postanowiło osobiście mna manipulować, lub, ze zyje w innej rzeczywistości
"cóż, zdarza się"- pomyslalam
Cały piatek minął mi w sobie samej zaabsorbowanym swiecie
pierwsze pół dnia czułam się znudzona i wypalona, drugie pół dnia czułam wstyd i zażenowanie, bo bezczelnie olałam lunch pożegnalny z szefowa, a ona się jakimś cudownym sposobem domyśliła
wieczorem oglądałam wywiad z Hoffmanem, strasznie urzeka mnie ten gbur, bardzo lubię polskich żydow
kiedyś kierowana dziwna logika, powiedzialam swojej ówczesnej szefowej, która byla żydówka i traktowała mnie " z góry", że moja babcie też jest żydem
" a babcia to mama taty, czy mamy?" niespodziewanie dla mnie zapytała moja manadżerka
"mama mamy, a co?" odparłam bez zastanowienia
"to znaczy, ze TY tez jesteś żydem!"
"ja nie jestem żydem" wybuchłam
"wlasnie, ze jesteś!"
"ale ja nie chce!"
"żydem się jest, w momencie, gdy twoja mama jest żydem"
"moja mama nie jest żydem"
"ale twoja babcia jest"
"nie, ona jest katolikiem"
"przed chwila powiedzialas, ze jest żydem"
"żartowałam"
No i tak wszystko się skonczylo, szefowa nie stala sie milsza.

 

 

Tagi: gafa
15:26, zonaaraba , PEARL
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 czerwca 2009
Od początku nastawiłam się bardzo sceptycznie do doniesień z "zachodnich" mediów na temat wyborów w Iranie, zbyt wiele razy na własnej skórze odczułam stronniczość takiego BBC czy CNN do wydarzeń mających miejsce na Bliskim Wschodzie.
Jednak tydzień później, gdy Irańskie władze same przyznały, że ilość oddanych głosów przekroczyła numer uprawnionych do głosowania ludzi o ponad 3 miliony i wciąż podtrzymują, że wyniki wyborów są prawomocne i będą obowiązywać, serce mi pęka.
Pęka mi serce, bo jestem jednym z rozpieszczonych, egocentrycznych bachorów, którzy w życiu nie poświęcili 5 minut by zastanowić się, co tak naprawdę jest dla mnie ważne w kontekście mojego kraju i jego sytuacji politycznej, a na pytanie czy będę głosować odpowiadałam wyświechtanym sloganem, że nie mam zamiaru wybierać mniejszego zła.
A w Iranie giną ludzie, walczący o to by ich głos został zwyczajnie wzięty pod uwagę. Jakie to wszystko dziwne.
Tagi: polityka
17:13, zonaaraba , PEARL
Link Dodaj komentarz »
Mąż w końcu zgodził się rzucić pracę. Dzięki Bogu ;)
Nie mogłam już patrzeć jak współpracownicy- wampiry wysysają z niego całą chęć do życia. Uchu!
Cholera, ale jestem szczęśliwa! Love Fuck it!

Sama też odpuszczam. Projekt nad, którym pracowałam i który wszedł w życie rok temu, dojrzał i usamodzielnił się.

"Straciłam" trójkę najlepszych ludzi, którzy wykonali ruch albo w górę- awansując, w bok- zmieniając dziedzinę, lub właśnie siedzą w samolocie do Rio, by nadchodzące 12 miesięcy spędzić podróżując po Ameryce Południowej. I dobrze im tak, na mnie też przyszła pora.

Czas na zmiany, coś co naprawdę lubię.

Będziemy żyć w domku z bambusa, na wyspie, gdzieś w okolicach Tajlandii, kochać się, rysować i nurkować.

11:31, zonaaraba , PEARL
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 czerwca 2009

Myślę sobie, że kosmos nie miałby racji bytu bez idealnie wymierzonego balansu i ta równowaga ma miejsce też na Ziemi, chociaż trochę słabo to widać... ale zaraz, ja nie o tym chciałam.

Poznawanie kultur rozmaitych narodów jest jednym z najbardziej fascynujących zajęć. Wnioski i doświadczenia jakie z tego wypływają są najsilniejszym motorem ku poszerzeniu samo-świadomości człowieka... nie, to nie to, o czym ja miałam dzisiaj pisać?!

A, już sobie przypomniałam: ostatnimi czasy zasmucają mnie wielce, częste komentarze na temat bardzo ubogiego stanu higieny osobistej Polaków, którzy zwyczajnie innym narodowościom śmierdzą. TAK!

Myślę sobie, że śmierdzenie Polaka, wynika z dwóch podstawowych źródeł:

- jedzenie. Podczas, gdy od przeciętnego Hindusa czuć charakterystyczny zapach przypraw, Polak poci się jak świnia, bo z reguły świnię w nadmiarze spożywa. Nie wiem, co to mięso w sobie ma ale, je bardzo czuć.

- higiena osobista. Podejrzewam, że to wiedza ściśle tajemna wśród Polaków i rodacy, z którymi rozmawiałam reagują na ten temat szokiem, wzburzeniem i niedowierzaniem...

Otóż po skorzystaniu z toalety, zrobieniu siusiu, czy kupki, nie wystarczy użyć papieru toaletowego, ale trzeba się umyć, by oczyścić się z pozostałości odchodów i moczu. Woda ma jednak sporą przewagę nad papierem w tej materii...

 Do tego procederu nie potrzebny jest bidet, nie trzeba też brać kąpieli po każdym siusianiu, wystarczy trzymać przy toalecie plastikowy kubeczek, który wypełniamy H2O, gdy mamy zamiar skorzystać z kibelka, i nim wstaniesz z toalety po prostu się podmyj, pozwalając wodzie spłynąć do muszli i włala!

Różnica, także w samopoczuciu, gwarantowana!

 

 

16:17, zonaaraba , PEARL
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 czerwca 2009

 

" Małżeństwo, to bardzo serious sprawa" brał mnie na kolana i tłumaczył "to nie fun, fun to zajęcie dla głupców, a ja biorę życie serious i związek z Toba też."

"Kocham Cie.." mruczałam w rytm bicia jego serca "kocham Cie.."

Wymyśliłam sobie seksownego, stanowczego, otwartego, konkretnego, wypełnionego testosteronem, seksownego, niedwuznacznego, przystojnego, pewnego siebie, seksownego, asertywnego, o dobrym humorze, silnego chłopa.

I teraz spijam śmietankę swoich marzeń ;))

 Ale, ale ja nie o tym.. a o czym?! Walahe, Maleńka, so cute, so sweet, w swojej przewiewnej sukience, z zegarkiem z diamentami, zawsze spóźniona, Ty tylko o związkach, o związku, o mężczyznach, o Mężu i o tym jak cię doprowadza do szału, nie zaprzeczaj, nie wysilaj się nagle pisać politycznie niepoprawnych recenzji, nie przejmuj się, popatrz, czy istnieje coś piękniejszego niż twoja zaciśnięta piąstka?

 

 

 

 

 

16:11, zonaaraba , PEARL
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 maja 2009

Od jakiegoś czasu rozmyślam nad prezentem dla męża. Chciałabym mu podarować coś, z czego na prawdę by się ucieszył, niestety nic w obrębie mojego obecnego budżetu nie przychodzi mi do głowy.

Postanowiłam więc, zwrócić się o pomoc do Pana B. Gdy muzułmanin ma jakiś problem lub musi podjąć decyzję, i nie jest pewny co i jak, może odprawić specjalną modlitwę, która zwie się Istikhara przed położeniem się do łóżka, a wskazówka, podpowiedź najczęściej ukazuje mu się, jako wizja w trakcie snu.

Tak też zrobiłam i ja, prosząc o radę na prezent dla męża i co? I nico. Obudziłam się rano pamiętając jedynie czarną dziurę. "Trudno" pomyślałam sobie i poszłam parzyć kawę.

Kilka minut później wybudzony zapachem prażonych ziaren, w drzwiach kuchennych stanął mój rozbójnik i przeciągając się zaryczał: "Jamra! (żono!) miałem przerażający sen" zastrzygłam uszami, jak podekscytowany jamnik " śniło mi się, że patrzyłem w lustro, a moje oczy były ogromne i miały srebrno- świetlisty makijaż."

"Sny rodzą rzeczywistość" podszepnął mi Monteskiusz.

Niedzielę spędziliśmy na łowach. Upolowałam czaple, irysy, szemrzące strumyki, romantyczne zakątki z przepysznym cappucino i te czarne ala-kaczki z białym dziobem.

No fajnie, ale to nie koniec, bo pod wieczór udaliśmy się w to oto tajemnicze miejsce:

A tam była księgarnia, a w księgarni książka- słownik jakiegoś sławnego szeika, słynącego z interpretacji snów.

Srebrne oczy śnią się facetom, którzy będą mieli dwie żony.

Gdybym była chociaż trochę inteligentniejszą kobietą zachowałabym tą informację dla siebie, ale nie! Pobiegłam zaraz do Małża i pokazałam mu ten fragment. A on się ucieszył i nawet zaczął podskakiwać jak przedszkolak.

Panie B. Ty najlepiej wiesz, co myślę i czuję, ale z tym prezentem to trochę przegiąłeś.

 

 

 

13:21, zonaaraba , PEARL
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 maja 2009
Do grilla na parapecie.
Małż przyszedł, zamarynował kurczaka, odpalił grilla i grilluje, a suszarką dym z domu goni.
 Pychota ;-)
 
22:33, zonaaraba , PEARL
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 maja 2009

Połowa maja minęła, czas więc na podsumowanie wielkiego NIC. NIC tak wielkie jak dupa spasionego hipopotama, który pracuje u nas jako pielęgniarka i właśnie żwawo zawodzi na zepsuta windę, na którą czekała, by z pierwszego piętra zjechać na parter...

Spotkałam jedną z moich pierwszych pacjętek, która niestety wróciła na oddział neurologiczny po nowym wylewie do mózgu i ta niekwestionowana piękność o fińskich korzeniach zapytała mnie: "I co się u ciebie działo, Helenko? Prawie rok minął od naszego ostatniego spotkania, co się wydarzyło w Twoim życiu w tym czasie?" "Nie pamiętam, chyba jednak niezbyt wiele... " I szybko zmieniałam temat by jak by nie patrzeć, przy praktycznie obcej osobie, nie popaść w stan jeszcze głębszej hibernacji.

No właśnie, rok zleciał w mojej wymarzonej pracy, która w tym czasie zdążyła nie tylko mi spowszednieć ale i w pewnym sensie zbrzydnąć. Jak osioł pcham cały czas w raz obranym kierunku tworząc i wprowadzając w życie plan rozwoju, i tylko chwila na blogu jak ta, pomaga mi uzmysłowić sobie, że to nie tak do końca..

"Ale przecież wszystko jest ok!" Właśnie, to nie o ok chodzi ale o emocje. Brak mi adrenaliny, która przemierzając przez żyły wrzeszczałaby "uuuu! ja pitolę, ale zajebiście!".

Z małżeństwem dokładnie to samo. On ma kupę stresu, i w pracy, i w szkole, i w urzędzie, i na dodatek mnie w domu. I pcha się w jeszcze większe bagno.

Żyjemy w rutynie. Owszem zdarzają się ciekawsze, śmieszniejsze, przyjemniejsze chwile, ale to takie szprotki wędzone, które człowiek wraz z ośćmi przełyka i sru, po ptakach.

 

 

16:32, zonaaraba , PEARL
Link Komentarze (1) »
wtorek, 12 maja 2009

Małż dał mi dziś rano w prezencie dwa ogromne kalmary.

"- Przygotuje je w pomidorach, pasuje?

-Jasne, daj tylko dużo czosnku" - I pobiegł przez łąki i pola do miejsca, w którym za pieniądze poddaje się mentalnym torturom.

W południe po obejrzeniu pierwszych trzynastu minut nowego Star Treka, znudzona śmiertelnie postanowiłam zabrać się za gotowanie. Otwieram lodówkę, i panika: brak pomidorów!

Zarzucam dżinsową kurtałkę, baletki, w biegu chwytam 5 złotych monet i już przez pole pędzę na jarmark w centrum Bombaju. Kupuję tam cuminu (2 złote monety) i pomidory (1 złota moneta), nie potrafię oprzeć się świerzemu ananasowi (1 złota moneta) i przypominam sobie, że mleko też się skończyło (2 złote monety). Liczę i jak byk mi wychodzi, że do zapłacenia mam 6 złotych monet, więc trzęsę portkami w kolejce, ale twardo stoję z wybranymi produktami, bo wierzę w cuda.

Pani nabija ceny na kasę, pakuje wszystko do śmiertelnego zagrożenia naszej planety, znienawidzonych, niebieskich, plastikowych toreb i rzecze: "Arbaaahamza, bitte"

Czy ona nie wie, że jestem z POLSKI? "Mów do mnie po Polsku, babo!" krzyczę jej w twarz. Jak ja nienawidzę nie wychowanych pędraków!

"Psieprasiam, 4,5 złotych monet prosię"

"Dżigi dżigi, bum nahum??? ar ju szure? bo mnie inaczej wyszło.." Pani energicznie kiwa głową od prawego do lewego ramienia, co oznacza naam, yes lub tak naturlich.

W niebiosy szczęśliwa sięgam do kieszeni, a tam 10 złotych monet! Aha! I to właśnie jest BARAKAH!

 

17:52, zonaaraba , PEARL
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 maja 2009
Mam na imię Maria i (poza marzycielką, kobietą, artystką, córką, siostrą, fizjoterapeutką, sportsmenką i podróżnikiem) jestem głównie żoną Araba z Algierii.
W trakcie mojej kariery żony poznałam sporo par mieszanych nie tylko między Arabem i Polką, ale także kobietami innych narodowości (największym powodzeniem cieszą się chyba Hiszpanki, nie brak jednak i takich narodowości jak Filipinki, czy czarnoskóre kobiety z Jamajki i Kuby). Generalnie Algierczycy biorą wszystko jak leci ;-)
Chodzi mi o to, że na tyle różnych poznanych par, nie było dwóch tych samych historii, stylów życia i sposobów radzenia sobie z problemami dnia codziennego. I że ilość problemów w związku diametralnie wzrasta, gdy kobieta jest narodowości Polskiej. Wśród żadnej narodowości nie spotkałam tylu zakompleksionych, emocjonalnie uzależnionych od aprobaty innych kobiet!
I tu moja rada: jeżeli jesteś młodą kobietą, Polką, katoliczką, dumną z polskiej kultury, tradycji i historii i nie masz najmniejszego zamiaru czegokolwiek w swoim życiu zmienić, gdy poznasz Arabskiego chłopca, który będzie Ci patrzył głęboko w oczy, prawił oryginalne komplementy, szukał Twojego towarzystwa... RUN! RUN! RUN!
Biegnij jak najszybciej w przeciwnym kierunku i się za siebie nie oglądaj!
Proszę, nie zrozumcie mnie źle, ja się po prostu solidaryzuję się z Algierskimi kobietami, które cierpią na tym, że ich mężczyźni się puszczają po świecie, zamiast w rodzinnym domu szukać szczęścia.
13:34, zonaaraba , PEARL
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 maja 2009

 3 maja jest dla mnie ważną datą bo:

 1. Powiedziałam Małżowi o tęsknocie za dzikością, świeżością, obezwładniającą prędkością, a on w ten dzień zabrał mnie do wesołego miasteczka.. Ekhm, tak, cwału ze łzami cieknącymi po policzkach na jakiś czas mam serdecznie dość ;-)

2. Po pięciu latach od spowodowania poważnego wypadku samochodowego odważyłam się wsiąść ponownie za kierownicę i od razu porwałam najbliższego nad morze (czyli ok 3 godziny jazdy w jedną stronę). Trasa A24 przecudowna, wybrzeże kamieniste i to co uwielbiam najbardziej- skałki.

 

 

18:39, zonaaraba , PEARL
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 kwietnia 2009
Mysl: Czego się boisz? Dlaczego zyjesz w strachu?
Ja: Boje się, ze.. i tu lista sytuacji, a jedna głupsza, od poprzedniej.
     Boje się, o.. a tu lista równie absurdalnych obiektów.

To sprytna pułapka, bo twój strach nie musi byc wywołany przez cos, lub przez kogoś. Moze on byc jedynie reakcja fizjologiczna wywołana stanem niepewności, niezdecydowania, zwyczajnym: nie wiem, czego chce od życia, od siebie, od niego. Badz tez, wiem czego chce, ale nie jest to zgodne z tym czego chce on, ona, rodzice, znajomi, moje dziecko.
Moze byc tez, ze kierują toba sprzeczne pragnienia, zmieniające się, jak minuty w zegarku, zależne od tego o której godzinie i która noga wstalas.
I wiesz, co to normalne.
Nie normalne i wkurwiające jest to, ze jakaś gówniana reakcja fizjologiczna na pomieszanie z poplataniem w mojej glowie ma tak ogromny wpływ na moje zycie!
16:26, zonaaraba , PEARL
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2